Recenzje
PS3 w centrum uwagi, czyli najlepsze gry na imprezę
autor: Coleslaw | data: Jan.10, 2009 | kategoria: Recenzje
W dzisiejszych czasach gry raczej nie powinny się kojarzyć z jednym graczem chronicznie zapatrzonym w wyświetlacz. Obecnie, oprócz rozwoju rozgrywki sieciowej, rozwinęła się bowiem również idea grania imprezowego. Gry tego typu nie wymagają najczęściej jakiegokolwiek wcześniejszego kontaktu z tytułem, aby osiągać w nich zaspakajające rezultaty (a przynajmniej śmieszne). Zachęcamy więc do przyjrzenia się zestawieniu najlepszych naszym zdaniem gier imprezowych. Ocena wyraża wartość gry podczas imprezy.
Savage Moon, czyli Pixel Junk Monsters w 3D i w kosmosie
autor: Coleslaw | data: Jan.06, 2009 | kategoria: Recenzje
Jakiś czas temu głośno było o „tajnym” projekcie Sony przeznaczonym do dystrybucji tylko poprzez PSN. Okazało się, że ów wielce tajnym projektem był… Savage Moon. Gra jak na wzbudzone oczekiwania jest najwyżej średnia, ale jeśli przestaniemy o niej myśleć w kategoriach superprodukcji Sony, okaże się, że jest tutaj w co grać.
Każdy grał już chyba w Pixel Junk Monsters – jak nie w pełną wersję, to chociaż w demo (a jeśli nie to chyba już najwyższy czas)! Najprościej powiedzieć więc, że Savage Moon to taki PJM w 3D, a dokładniej Tower Defence osadzony w kosmosie na jednym z księżyców Imoon.
Gra nie posiada raczej fabuły. Cały bałagan narobił się z powodu robali, które zagrażają twojej misji wydobywczej – i tyle.
Fallout 3: recenzja postnuklearnej przygody w nowym wydaniu
autor: Coleslaw | data: Jan.06, 2009 | kategoria: Recenzje
Fallout 3 w wydaniu Bethesdy nie okazał się – jak wielu przed premierą uważało – Oblivionem z pukawkami. To coś o wiele więcej. Każdy fan serii Fallout i każdy, kogo chociaż trochę wciągnął Oblivion, będzie się świetnie bawił przy tym tytule. To gra wyjątkowa, ale niepozbawiona niedoróbek.
Było wiele obaw. Czy Fallout w pierwszej osobie nie straci swojego uroku? Czy super dopasiona grafika nie zaszkodzi klimatowi? Czy teatr działań nie jest za mały (Waszyngton i okolice to przecież nic w porównaniu do poprzednich części)? Wszystkie te obawy były daremne. Dzisiaj mogę już z czystym sumieniem powiedzieć, że warto było czekać tyle lat na kolejną odsłonę wielkiego F.